Czy nowe przepisy oznaczają koniec uzdrawiania energetycznego, terapii naturalnych, pracy z emocjami, sesji oddechowych i duchowych metod rozwoju? Wokół ustawy nazywanej potocznie Lex Szarlatan pojawiło się wiele skrajnych opinii. Według jednych państwo chce chronić osoby chore przed oszustami. Według innych zamierza zakazać wszystkiego, co nie mieści się w klasycznym gabinecie lekarskim.
Prawda jest bardziej złożona.
Lex Szarlatan nie zawiera listy zakazanych metod. Nie znajdziemy w nim osobnych punktów dotyczących medytacji, Reiki, ustawień systemowych, astrologii, ziołolecznictwa czy sesji oddechowych. Nowe przepisy koncentrują się przede wszystkim na tym, w jaki sposób dana usługa jest przedstawiana, komu jest oferowana, jakie rezultaty obiecuje oraz czy może narazić człowieka na utratę zdrowia lub życia.
Nie oznacza to końca świata duchowości i wellness. Może jednak oznaczać koniec marketingowej wolnoamerykanki, w której niemal każdą praktykę można było nazwać leczeniem, terapią albo sposobem na pokonanie choroby.
Stan prawny opisany w artykule jest aktualny na 20 lipca 2026 roku. Ustawa została uchwalona przez Sejm 3 lipca, ale nie zakończyła jeszcze całej drogi legislacyjnej. Senacka Komisja Zdrowia nie zakończyła prac nad ustawą, a ich kontynuację zaplanowano na 21 lipca 2026 roku. Ostateczna treść przepisów może się więc jeszcze zmienić.
Czym właściwie jest Lex Szarlatan?
Lex Szarlatan to medialna nazwa nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. Oficjalnym celem nowych przepisów jest zwiększenie ochrony pacjentów przed działaniami szkodliwymi, niebezpiecznymi i wprowadzającymi w błąd.
Rząd uzasadnia projekt rosnącą popularnością niesprawdzonych metod przedstawianych jako leczenie, działalnością osób podszywających się pod specjalistów oraz rozpowszechnianiem treści, które mogą odciągać chorych od skutecznej diagnostyki i terapii. Projekt ma także wzmocnić kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta, pozwalając mu szybciej reagować, publikować ostrzeżenia i nakazywać przerwanie niebezpiecznej działalności jeszcze przed ostatecznym zakończeniem postępowania.
Sama nazwa Lex Szarlatan jest chwytliwa, lecz upraszcza sprawę. Ustawa nie definiuje bowiem szarlatana jako określonego rodzaju człowieka. Definiuje praktyki, które w określonych warunkach mogą zostać uznane za pseudomedyczne.
To ważna różnica.
Nie chodzi wyłącznie o to, kim jest prowadzący i jaki certyfikat wisi na jego ścianie. Znaczenie ma również to, co robi, jak reklamuje usługę, jakie składa obietnice i czy przedstawia swoje przekonania jako potwierdzone fakty medyczne.
Czego naprawdę ma zabraniać Lex Szarlatan?
W wersji uchwalonej przez Sejm praktyka pseudomedyczna może przybrać trzy główne formy.
Pierwsza to udzielanie przez osobę niewykonującą zawodu medycznego świadczeń zdrowotnych, które stwarzają ryzyko uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia albo śmierci.
Druga dotyczy oferowania lub stosowania metody diagnostycznej albo leczniczej, która nie jest świadczeniem zdrowotnym, ale zostaje przedstawiona w sposób wprowadzający w błąd jako metoda diagnozowania lub leczenia:
- dzieci i młodzieży,
- chorób onkologicznych,
- ciężkich chorób nieuleczalnych,
- zaburzeń psychicznych.
Trzecia obejmuje wykonywanie działalności leczniczej bez wymaganego wpisu do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą.
Aby działanie zostało objęte tą definicją, musi być podejmowane w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Nie każde kontrowersyjne twierdzenie i nie każda alternatywna metoda automatycznie staną się więc praktyką pseudomedyczną w rozumieniu ustawy. Muszą zostać spełnione konkretne przesłanki.
Jednocześnie warto pamiętać, że działalność, która nie spełni nowej definicji, może nadal naruszać inne przepisy, na przykład dotyczące ochrony konsumentów, reklamy, produktów leczniczych, suplementów diety, ochrony danych osobowych czy wykonywania zawodów regulowanych.
Lex Szarlatan nie będzie jedynym sędzią na tym boisku.

Czy terapie alternatywne zostaną zakazane?
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że ustawa automatycznie zakaże wszystkich terapii alternatywnych, praktyk duchowych albo usług wellness.
W przepisach nie ma listy nazw metod, które z dnia na dzień staną się nielegalne. Nie ma zakazu medytacji, jogi, astrologii, tarota, masażu relaksacyjnego, sesji oddechowych, Reiki, pracy z intencją czy rytuałów.
Sama nazwa metody nie rozstrzyga o jej legalności.
Znacznie ważniejsze jest to, czy prowadzący:
- przedstawia usługę jako leczenie lub diagnozę,
- obiecuje wyleczenie konkretnej choroby,
- kieruje ofertę do osób szczególnie narażonych,
- podważa leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną,
- zachęca do odstawienia leków,
- przekracza swoje kompetencje,
- naraża uczestnika na realne niebezpieczeństwo,
- wprowadza klienta w błąd co do skuteczności metody.
Sesja medytacji opisana jako praktyka uważności i relaksacji znajduje się w zupełnie innym miejscu niż oferta zatytułowana „medytacja lecząca schizofrenię bez leków”.
Podobnie konsultacja astrologiczna przedstawiona jako symboliczne narzędzie autorefleksji różni się od „diagnozy chorób z kosmogramu”.
Nie chodzi zatem o to, czy metoda jest duchowa, tradycyjna, alternatywna albo nowoczesna. Chodzi o to, czy ktoś sprzedaje ją jako leczenie i czy wprowadza odbiorcę w błąd.
Gdzie kończy się wellness, a zaczyna leczenie?
To prawdopodobnie najważniejsza granica dla całej branży.
Wellness może obejmować działania związane z odpoczynkiem, relaksacją, ruchem, samoświadomością, rozwojem osobistym, duchowością i subiektywnie odczuwanym dobrostanem. Świadczenie zdrowotne ma natomiast konkretny cel związany z zachowaniem, ratowaniem, przywracaniem lub poprawą zdrowia.
Granica nie zawsze przebiega po nazwie usługi. Czasami znacznie więcej mówi jej opis.
Porównajmy dwa komunikaty:
„Sesja wspiera kontakt z ciałem, uważność i obserwowanie własnych emocji”.
„Sesja leczy traumę, depresję i zaburzenia układu nerwowego”.
W pierwszym przypadku mówimy o doświadczeniu rozwojowym lub wellness. W drugim pojawia się jednoznaczna obietnica medyczna.
Znaczenie ma także rzeczywisty przebieg spotkania. Nie wystarczy zmienić nagłówka na stronie z „terapii” na „sesję”, jeżeli prowadzący nadal:
- diagnozuje choroby,
- interpretuje objawy jak specjalista medyczny,
- zaleca odstawienie leków,
- obiecuje wyleczenie,
- prowadzi osoby w ciężkim kryzysie psychicznym bez odpowiednich kwalifikacji,
- przedstawia własną metodę jako zamiennik opieki medycznej.
Prawo patrzy na rzeczywistość, nie tylko na etykietę przyklejoną do produktu.

Które obszary rynku powinny zachować szczególną ostrożność?
Alternatywna diagnostyka
Duże ryzyko może dotyczyć usług, które deklarują możliwość wykrywania chorób bez wykorzystania metod uznawanych w ochronie zdrowia.
W tej grupie mogą pojawiać się między innymi:
- biorezonans przedstawiany jako pełna diagnostyka organizmu,
- analiza żywej kropli krwi,
- skanowanie energetyczne,
- wykrywanie pasożytów bez badań,
- diagnozowanie nowotworów na podstawie pola energetycznego,
- rozpoznawanie chorób z tęczówki oka,
- określanie stanu narządów za pomocą wahadła.
Samo przeprowadzenie określonego pomiaru nie zawsze będzie wystarczające do uznania usługi za praktykę pseudomedyczną. Problem pojawia się, gdy wynik zostaje przedstawiony jako wiarygodna diagnoza, a klient podejmuje na jego podstawie decyzje dotyczące zdrowia.
Szczególnie niebezpieczna jest sytuacja, w której prowadzący stwierdza, że badania lekarskie są zbędne albo błędne.
Metody przypisujące chorobom jedną przyczynę emocjonalną
Do tej grupy mogą należeć niektóre formy totalnej biologii, Recall Healing, biologii emocji oraz systemów twierdzących, że określony konflikt psychiczny wywołuje konkretną chorobę.
Refleksja nad tym, jak stres, relacje i emocje wpływają na samopoczucie, nie jest tym samym co stwierdzenie:
„Twój nowotwór powstał przez konflikt z matką”.
Ryzyko rośnie, gdy osobie chorej sugeruje się, że rozwiązanie konfliktu emocjonalnego cofnie chorobę albo że leczenie medyczne jest niepotrzebne.
Można rozmawiać o symbolicznym znaczeniu doświadczeń, o emocjach towarzyszących chorobie i o potrzebie wsparcia psychicznego. Nie należy jednak przedstawiać metafory jako potwierdzonej diagnozy biologicznej.
Praktyki energetyczne i duchowe
Reiki, uzdrawianie energetyczne, praca z czakrami, channeling, Kroniki Akaszy czy oczyszczanie energetyczne nie zostały wymienione w ustawie jako automatycznie zakazane.
Tego rodzaju usługi można przedstawiać jako:
- praktykę duchową,
- osobiste doświadczenie,
- pracę z intencją,
- symboliczną formę wglądu,
- przestrzeń do autorefleksji.
Problem zaczyna się, gdy prowadzący deklaruje, że potrafi:
- wykrywać choroby,
- usuwać nowotwory,
- leczyć zaburzenia psychiczne,
- zastępować lekarza,
- wskazywać, które leki należy odstawić,
- gwarantować uzdrowienie.
Przekonania duchowe mogą być istotną częścią życia człowieka. Nie stają się jednak z tego powodu rozpoznaniem medycznym.
Praca z emocjami, traumą i relacjami
Coraz więcej ofert wykorzystuje określenia takie jak „uwalnianie traumy”, „uzdrawianie wewnętrznego dziecka”, „terapia relacji z matką” czy „praca z traumą rodową”.
W tym obszarze mogą działać:
- coachowie,
- trenerzy rozwoju osobistego,
- osoby prowadzące ustawienia systemowe,
- facylitatorzy pracy z ciałem,
- hipnoterapeuci,
- nauczyciele praktyk duchowych,
- osoby po krótkich szkoleniach i kursach.
Samo podejmowanie tematów emocji czy relacji nie jest zarezerwowane wyłącznie dla psychologów. Ryzyko pojawia się, gdy usługa zaczyna być przedstawiana jako leczenie depresji, PTSD, zaburzeń lękowych, psychoz albo innych zaburzeń psychicznych.
Ustawienia Hellingera mogą być komunikowane jako doświadczenie rozwojowe lub metoda symbolicznego przyglądania się relacjom. Zupełnie inną sytuacją jest gwarantowanie, że ustawienie uleczy zaburzenie psychiczne, ciężką traumę lub chorobę somatyczną.
Intensywne praktyki oddechowe i somatyczne
Breathwork, rebirthing, Psychedelic Breath i inne intensywne metody oddechowe mogą wpływać na stan fizyczny i psychiczny uczestnika. Z tego powodu ogromne znaczenie mają:
- przeciwwskazania,
- ankieta przed sesją,
- kwalifikowanie uczestników,
- możliwość przerwania praktyki,
- doświadczenie osoby prowadzącej,
- procedura reagowania w sytuacji kryzysowej,
- uczciwa informacja o charakterze metody.
Sesja oddechowa może być przedstawiana jako praktyka uważności, pogłębiania kontaktu z ciałem lub doświadczenie rozwojowe. Ryzykowne staje się obiecywanie, że leczy depresję, usuwa PTSD, zastępuje psychoterapię albo trwale reguluje choroby układu nerwowego.
W tym przypadku problem może dotyczyć nie tylko reklamy. Znaczenie ma również fizyczne bezpieczeństwo uczestnika.
Zioła, naturopatia i suplementy
Lex Szarlatan nie oznacza automatycznego zakazu ziół, tradycyjnych sposobów dbania o zdrowie ani porad dotyczących stylu życia.
Osobnym problemem jest jednak przedstawianie suplementów i żywności jako leków. Już obecne przepisy zabraniają przypisywania środkom spożywczym właściwości zapobiegania chorobom lub leczenia chorób. Zasady te dotyczą również reklamy i prezentacji suplementów. GIS wskazuje wprost, że określenia takie jak „na cukrzycę”, „na depresję”, „na stany zapalne” czy „przeciwwirusowy” mogą wprowadzać konsumentów w błąd.
Nie oznacza to, że nie wolno informować o składzie produktu albo dopuszczonych oświadczeniach zdrowotnych. Nie można jednak sprzedawać suplementu jako leku, którym formalnie nie jest.

Czy słowa „terapia” i „uzdrawianie” zostaną zakazane?
Nie. Projekt ustawy nie wprowadza listy słów zakazanych.
Nie oznacza to jednak, że każde określenie jest obojętne.
Słowa takie jak:
- terapia,
- leczenie,
- diagnoza,
- pacjent,
- depresja,
- trauma,
- zaburzenie,
- rehabilitacja,
- uzdrawianie,
- regulacja układu nerwowego,
mogą sugerować odbiorcy, że korzysta ze świadczenia zdrowotnego lub profesjonalnej pomocy klinicznej.
Najważniejszy jest cały kontekst.
Określenie „terapia dźwiękiem” nie musi automatycznie oznaczać prowadzenia działalności leczniczej. Jeżeli jednak opis obiecuje leczenie chorób psychicznych, nie wystarczy dopisać w regulaminie, że spotkanie ma charakter wyłącznie relaksacyjny.
Podobnie słowo „uzdrawianie” może odnosić się do osobistej, symbolicznej lub duchowej przemiany. Może jednak zostać odebrane dosłownie, zwłaszcza gdy pojawia się obok nazw chorób i konkretnych obietnic zdrowotnych.
Profesjonalna komunikacja nie polega więc na mechanicznym usuwaniu podejrzanych słów. Chodzi o uczciwe opisanie rzeczywistego zakresu usługi.
Czy disclaimer „usługa nie zastępuje lekarza” wystarczy?
Taki zapis jest potrzebny, ale nie jest magiczną peleryną niewidką.
Nie wystarczy umieścić w stopce zdania:
„Usługa nie zastępuje diagnozy ani leczenia medycznego”.
Jeżeli w pozostałych częściach strony widnieją komunikaty:
- „leczymy depresję bez leków”,
- „usuwamy przyczynę nowotworu”,
- „odblokowujemy płodność”,
- „jedna sesja usuwa traumę”,
- „diagnozujemy obciążenia organizmu”,
- „lekarze leczą tylko objawy”,
to disclaimer nie zmienia znaczenia całej oferty.
Pod uwagę mogą być brane:
- nagłówki strony,
- opisy usług,
- reklamy,
- posty w mediach społecznościowych,
- webinary,
- wypowiedzi prowadzącego,
- rozmowy sprzedażowe,
- opinie klientów,
- materiały szkoleniowe,
- regulaminy,
- rzeczywisty przebieg sesji.
Nie można obiecywać cudu wielkimi literami, a następnie odwołać go drobnym drukiem.
Dezinformacja medyczna pod szczególnym nadzorem
Lex Szarlatan nie ogranicza się do usług świadczonych w gabinetach. Projekt wprowadza również pojęcie dezinformacji medycznej.
W wersji uchwalonej przez Sejm ma nią być publiczne rozpowszechnianie lub promowanie, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej albo osobistej, wprowadzających w błąd i nieprawdziwych informacji:
- o metodzie diagnostycznej lub leczniczej, która jest niezgodna z aktualną wiedzą medyczną i zagraża życiu lub zdrowiu,
- albo o rzekomej szkodliwości uznanej metody diagnostycznej lub leczniczej.
Rzecznik Praw Pacjenta ma prowadzić jawny rejestr podmiotów rozpowszechniających tak rozumianą dezinformację.
Przepisy mogą mieć znaczenie dla:
- stron internetowych,
- blogów,
- podcastów,
- kanałów na YouTube,
- profili w mediach społecznościowych,
- webinarów,
- kursów internetowych,
- płatnych grup,
- newsletterów,
- reklam,
- materiałów afiliacyjnych.
Nie oznacza to, że każda nieścisłość w poście skończy się wpisem do rejestru. Definicja zawiera kilka warunków, w tym wprowadzający w błąd charakter informacji, zagrożenie dla życia lub zdrowia oraz cel osiągnięcia korzyści.
Możliwym polem sporów stanie się zapewne pojęcie korzyści osobistej. W świecie mediów społecznościowych treść może być formalnie bezpłatna, ale jednocześnie budować zasięgi, markę, reputację i przyszłą sprzedaż. Ocena będzie zależała od konkretnego przypadku.

Czy Rzecznik Praw Pacjenta będzie mógł zablokować stronę internetową?
Projekt przewiduje mechanizm przekierowania domeny internetowej powiązanej z dezinformacją medyczną.
Po umieszczeniu odpowiedniej informacji w rejestrze operator dostępu do internetu, na wniosek Rzecznika Praw Pacjenta, miałby przekierowywać połączenia prowadzące do wskazanej domeny na stronę Rzecznika zawierającą ostrzeżenie o dezinformacji medycznej i informację o rejestrze.
Podmiotowi prowadzącemu stronę lub posiadającemu tytuł prawny do domeny mają przysługiwać określone możliwości wniesienia sprzeciwu.
Nie jest więc prawdą, że Rzecznik będzie mógł jednym kliknięciem przejąć dowolną stronę o medytacji, jodze czy ziołach.
Jednocześnie jest to bardzo mocne narzędzie. Przekierowanie domeny może w praktyce natychmiast zatrzymać sprzedaż, zniszczyć zaufanie klientów i poważnie zaszkodzić marce, nawet jeżeli właściciel będzie później próbował podważyć rozstrzygnięcie.
Z tego powodu sposób zabezpieczenia praw osób i firm objętych procedurą będzie miał ogromne znaczenie.
Jakie kary przewiduje ustawa?
Projekt przewiduje możliwość nakazania zaprzestania praktyki pseudomedycznej oraz podjęcia działań potrzebnych do usunięcia jej skutków. Decyzja ma otrzymywać rygor natychmiastowej wykonalności.
Rzecznik będzie mógł również nakazać publikację decyzji, w całości lub części, na koszt podmiotu stosującego praktykę pseudomedyczną.
Najbardziej medialnym elementem są kary finansowe. W określonych sytuacjach mogą sięgać 1 miliona złotych. Kara może zostać nałożona między innymi za naruszenie zakazu stosowania praktyk pseudomedycznych, niezastosowanie się do decyzji albo ponowne podjęcie zakazanej praktyki. Projekt przewiduje możliwość ponownego nakładania sankcji, jeżeli naruszenie nadal trwa.
Kary mogą dotknąć nie tylko samego podmiotu. W określonych okolicznościach sankcja może zostać nałożona również na osobę pełniącą funkcję kierowniczą, jeżeli umyślnie dopuściła do naruszenia albo nie podjęła działań potrzebnych do jego zakończenia.
To nie są kosmetyczne poprawki. Ustawa daje Rzecznikowi narzędzia, które mogą realnie zakończyć działalność firmy lub gabinetu.
Czy przepisy są wystarczająco precyzyjne?
Nie wszystkie wątpliwości wokół ustawy są wymysłem środowisk alternatywnych.
Biuro Legislacyjne Senatu zwróciło uwagę między innymi na problem określoności przepisów dotyczących nakazania publikacji decyzji na koszt podmiotu. Zdaniem legislatora wskazanie tylko przykładowych kryteriów wyboru formy i miejsca publikacji może pozostawiać organowi zbyt dużą swobodę i budzić wątpliwości konstytucyjne.
Nie oznacza to, że cała ustawa jest niezgodna z Konstytucją. Pokazuje jednak, że projekt nie jest tak prosty i jednoznaczny, jak sugerują polityczne hasła.
Z jednej strony państwo powinno mieć możliwość szybkiego reagowania, gdy ktoś przekonuje chorego onkologicznie do rezygnacji z leczenia na rzecz cudownego preparatu.
Z drugiej strony szybka procedura, dotkliwe sankcje i możliwość publicznego napiętnowania wymagają bardzo precyzyjnych kryteriów oraz skutecznej możliwości obrony.
W przeciwnym razie walka z oszustwami może zacząć przypominać łapanie komara młotkiem. Komar może i zniknie, ale ściana również nie wyjdzie z tego spotkania bez szwanku.
Nie tylko Lex Szarlatan. Inne przepisy ważne dla branży wellness
Nowa ustawa o zawodzie psychologa
W lutym 2026 roku ogłoszono nową ustawę o zawodzie psychologa oraz samorządzie zawodowym psychologów. Pierwsze przepisy weszły w życie 5 marca 2026 roku, ale zasadnicza część ustawy ma zacząć obowiązywać 19 maja 2028 roku.
Nowe regulacje wprowadzają między innymi Rejestr Psychologów i porządkują zasady uzyskiwania prawa do wykonywania zawodu. Do czasu wejścia w życie zasadniczej części nowych przepisów sytuacja przejściowa pozostaje złożona.
Dla branży rozwoju osobistego oznacza to potrzebę ostrożnego używania określeń takich jak:
- psycholog,
- diagnoza psychologiczna,
- świadczenie psychologiczne,
- pomoc psychologiczna.
Coach, trener rozwoju osobistego czy prowadzący praktyki duchowe nie powinien przedstawiać się jako psycholog bez odpowiedniego wykształcenia i uprawnień.
Projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty
W Sejmie trwają także prace nad poselskim projektem ustawy o zawodzie psychoterapeuty oraz samorządzie zawodowym. Projekt ma kompleksowo określić między innymi zasady wykonywania zawodu, kwalifikacje i odpowiedzialność zawodową psychoterapeutów. Na razie pozostaje projektem, a nie obowiązującym prawem.
Dla osób prowadzących warsztaty pracy z traumą, hipnozę, sesje emocjonalne lub „terapie holistyczne” może to być równie istotne jak Lex Szarlatan.
Ochrona konsumentów i reklama
Niezależnie od Lex Szarlatan przedsiębiorca nie może wprowadzać konsumentów w błąd, ukrywać komercyjnego charakteru materiałów ani stosować nieuczciwych praktyk sprzedażowych.
UOKiK nakładał już wysokie kary za niewłaściwe oznaczanie reklam w mediach społecznościowych, również w branży suplementów i fitness. Materiały reklamowe powinny być oznaczone w sposób jednoznaczny, czytelny i zrozumiały.
Dla branży wellness znaczenie mogą mieć także:
- fałszywe opinie,
- kupowane rekomendacje,
- gwarantowanie rezultatów,
- ukryta afiliacja,
- sztuczne promocje,
- presja typu „zostało jedno miejsce”, gdy miejsc jest znacznie więcej,
- historie przemian przedstawiane jako typowy i pewny rezultat.
Ochrona danych o zdrowiu
Formularze przed sesją często zawierają pytania o choroby, leki, ciążę, stan psychiczny, operacje, epilepsję czy problemy kardiologiczne.
Są to dane dotyczące zdrowia, czyli szczególna kategoria danych osobowych. Wymagają odpowiedniej podstawy prawnej, ograniczenia zakresu, właściwego zabezpieczenia i usunięcia, gdy ich dalsze przechowywanie nie jest potrzebne.
Samo stworzenie ankiety w darmowym formularzu internetowym i wysłanie jej linku wszystkim uczestnikom może nie wystarczyć. Potrzebna jest przemyślana procedura przetwarzania danych.
Jak przygotować działalność wellness na nowe przepisy?
Pierwszym krokiem powinien być audyt komunikacji.
Warto sprawdzić nie tylko aktualną ofertę, ale także stare artykuły, posty, rolki, webinary, automatyczne wiadomości, opinie klientów i materiały PDF.
Szczególnej uwagi wymagają komunikaty zawierające słowa:
- leczenie,
- diagnozowanie,
- terapia choroby,
- usuwanie traumy,
- cofanie choroby,
- uzdrawianie nowotworu,
- leczenie depresji,
- odblokowywanie płodności,
- zastępowanie leków,
- gwarantowany rezultat.
Następnie należy jasno określić charakter każdej usługi.
Czy jest to:
- praktyka duchowa,
- zajęcie rekreacyjne,
- warsztat rozwojowy,
- edukacja,
- coaching,
- psychoterapia,
- świadczenie psychologiczne,
- świadczenie zdrowotne?
Nie każda działalność musi zostać wtłoczona w medyczne ramy. Musi jednak być opisana uczciwie.
Kolejny krok to procedury bezpieczeństwa. W zależności od rodzaju usługi mogą obejmować:
- przeciwwskazania,
- ankietę kwalifikacyjną,
- świadomą zgodę,
- zasady przerywania sesji,
- procedurę reagowania na kryzys,
- wskazanie sytuacji wymagających konsultacji lekarskiej,
- ochronę danych,
- ubezpieczenie działalności,
- jasne zasady reklamacji.
Warto również przejrzeć kwalifikacje prowadzących. Certyfikat uczestnictwa w weekendowym kursie może potwierdzać ukończenie szkolenia. Nie daje jednak automatycznie uprawnień psychologa, lekarza ani psychoterapeuty.
Jak odróżnić odpowiedzialnego prowadzącego od osoby składającej niebezpieczne obietnice?
Odpowiedzialny prowadzący jasno mówi, czym zajmuje się jego metoda, a czego nie może zapewnić.
Nie gwarantuje wyleczenia. Nie straszy lekarzami. Nie przedstawia każdego pytania jako oporu klienta przed transformacją. Nie zabrania korzystania z leków. Nie twierdzi, że brak efektu wynika z niedostatecznej wiary.
Warto zachować ostrożność, gdy ktoś:
- gwarantuje stuprocentową skuteczność,
- twierdzi, że metoda działa na każdego,
- obiecuje usunięcie choroby podczas jednej sesji,
- zna przyczynę dolegliwości bez wywiadu i badań,
- namawia do przerwania leczenia,
- odradza kontakt z psychologiem lub lekarzem,
- interpretuje pogorszenie stanu jako „kryzys uzdrawiania”,
- obarcza klienta winą za brak rezultatu,
- nie informuje o przeciwwskazaniach,
- nie potrafi wskazać granic swoich kompetencji.
Duchowość nie wymaga rezygnacji z rozsądku. Intuicja również ma prawo poprosić o drugą opinię.
Czy Lex Szarlatan oznacza koniec uzdrawiania i terapii alternatywnych?
Nie wygląda na to, aby ustawa miała zakończyć działalność całej branży duchowej, naturalnej i wellness.
Może jednak mocno wpłynąć na jej język, marketing i sposób pracy z osobami chorymi.
Największe ryzyko dotyczy nie samego faktu prowadzenia medytacji, sesji oddechowej, konsultacji astrologicznej, ustawień, praktyki energetycznej czy warsztatu rozwojowego. Problem zaczyna się wtedy, gdy prowadzący:
- obiecuje leczenie,
- diagnozuje bez uprawnień,
- podważa opiekę medyczną,
- wprowadza klienta w błąd,
- stwarza zagrożenie dla zdrowia,
- wykorzystuje desperację osoby chorej.
Lex Szarlatan może stać się narzędziem potrzebnym do walki z wyjątkowo niebezpiecznymi nadużyciami. Jednocześnie szerokie uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta wymagają precyzyjnych przepisów, przejrzystych procedur i realnego prawa do obrony.
Dojrzały świat wellness nie musi bać się odpowiedzialności. Powinien natomiast uważnie obserwować, czy pod hasłem ochrony pacjentów nie powstają rozwiązania zbyt niejasne lub pozwalające na nadmiernie szeroką interpretację.
Nowe przepisy nie muszą oznaczać końca duchowości ani metod alternatywnych. Mogą za to oznaczać koniec czasów, w których osobiste przekonanie wystarczało, aby publicznie obiecywać leczenie najcięższych chorób.
I prawdopodobnie właśnie ta granica okaże się najważniejsza.
Najczęściej zadawane pytania
Czy Lex Szarlatan już obowiązuje?
Nie. Na 20 lipca 2026 roku ustawa nie zakończyła procesu legislacyjnego. Została uchwalona przez Sejm, ale prace senackiej Komisji Zdrowia nadal trwają.
Czy ustawa zakaże Reiki, astrologii lub tarota?
Nie wprowadza zakazu tych metod z nazwy. Ryzyko zależy od sposobu ich przedstawiania. Praktyka duchowa lub symboliczna to coś innego niż obiecywanie diagnozowania i leczenia chorób.
Czy sesje oddechowe będą legalne?
Sama praktyka oddechowa nie została zakazana. Znaczenie mają sposób prowadzenia, przeciwwskazania, bezpieczeństwo i obietnice składane uczestnikom.
Czy można prowadzić ustawienia Hellingera?
Ustawa nie wymienia ustawień systemowych jako metody zakazanej. Problem może pojawić się, gdy są reklamowane jako leczenie zaburzeń psychicznych, ciężkich chorób albo zamiennik profesjonalnej pomocy.
Czy totalna biologia zostanie zakazana?
Nie została wymieniona z nazwy. Poszczególne praktyki mogą jednak zostać ocenione w świetle przepisów, szczególnie gdy przypisują sobie zdolność diagnozowania lub leczenia poważnych chorób i wprowadzają klientów w błąd.
Czy można nadal używać słowa „terapia”?
Projekt nie zakazuje samego słowa. Jego użycie może jednak sugerować medyczny lub psychoterapeutyczny charakter usługi. Ważny jest pełny kontekst oferty.
Czy dopisek, że usługa nie zastępuje lekarza, wystarczy?
Nie, jeżeli pozostała część komunikacji nadal obiecuje leczenie, diagnozowanie albo zastępowanie opieki medycznej.
Czy blog może zostać uznany za dezinformację medyczną?
Może, jeżeli spełnione zostaną ustawowe przesłanki, między innymi publiczne rozpowszechnianie wprowadzających w błąd informacji, zagrożenie dla życia lub zdrowia oraz działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.
Jak wysokie mogą być kary?
W określonych przypadkach projekt przewiduje kary do 1 miliona złotych, a także nakaz zaprzestania praktyki, publikację decyzji i inne środki.
Czy ustawa obejmie także bezpłatne treści?
Definicje odwołują się do działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Bezpłatny charakter treści nie musi więc automatycznie wyłączać odpowiedzialności, jeżeli materiał służy na przykład budowaniu marki lub pozyskiwaniu klientów. Ostateczna ocena będzie zależeć od okoliczności konkretnej sprawy.
Artykuł ma charakter informacyjny i nie stanowi indywidualnej porady prawnej. Ze względu na trwający proces legislacyjny jego treść powinna zostać zaktualizowana po zakończeniu prac Senatu i opublikowaniu ostatecznej wersji ustawy.

Patrycja Ługiewicz
Founder, redaktor, autor



